Dno miednicy Sara Reardon

Dno miednicy – Sara Reardon – recenzja fizjoterapeutki uroginekologicznej

Kilka tygodni temu dostałam w ramach prezentu od wydawnictwa Znak książkę znanej w Ameryce fizjoterapeutki uroginekologicznej. Okładka sugeruje, że książka jest bestsellerem, ale po jej przeczytaniu aż musiałam napisać do wydawnictwa…

Zacznę jednak od pozytywów.

Takich książek powinno być więcej

Kiedy byłam nastolatką przeczytałam żenująco dużo książek o odchudzaniu i próbowaniu dostosować się do obecnego kanonu piękna (te wczesne lata 2000, wszystkim kobietom, które też to przeżyły, bardzo polecam książkę pt. „Obsesję piękna”). Ale miałam tez dużo pytań i wątpliwości – czy to jest normalne, czy tamto powinno tak wyglądać, a tam rosnąć włoski? I naprawdę nie bardzo miałam pomysł, kogo o to spytać. Jak to w typowym polskim domu raczej się o tym nie rozmawiało. 

I pod tym względem książka „Dno miednicy” jest fajna. Opisuje co jest normą – np. owłosienie (co jak ma się 12 lat wcale nie jest oczywiste), a co nie (np. bolesne miesiączki czy wstawanie w nocy do toalety). Opisuje kobiecą anatomię (choć i tu niestety nie zabrakło błędów) i fizjologię w sposób przystępny, z poczuciem humoru i w połączeniu z opowieściami z gabinetu, dzięki czemu książkę naprawdę przyjemnie się czyta.

Coś się tu nie zgadza

Jednak nie mogę z czystym sumieniem polecić tej książki, bo pomimo, że jest nowa, część zaleceń jest już nieaktualna, a część budzi (przynajmniej moje) wątpliwości.

Badania, których nie ma...

Czytając książkę 2 razy trafiłam na fascynujące doniesienia z badań i koniecznie chciałam ten temat zagłębić, więc sięgnęłam po bibliografię. I tych bardzo ciekawych badań nie znalazłam! Napisałam w tej kwestii do wydawnictwa, ale czekam jeszcze na odpowiedź…

Poduszki z dziurką

Mam nadzieję, że już wszyscy kojarzą, że nie można zbyt długo przesiadywać na toalecie (jeśli jako młoda mama to jedyne miejsce w którym masz chwilę dla siebie – zamknij toaletę i siedź dalej ;)) – sprzyja to hemoroidom oraz obniżeniom narządów miednicy. I siedzenie na poduszkach z dziurą na pupę daje podobny efekt. Sara Reardon zaleca to rozwiązanie pacjentkom przy hemoroidach i szczelinach odbytu – ja nie. Może to być rozwiązanie w ostateczności, jeśli naprawdę musisz siedzieć, ale nie wytrzymujesz. Ale jest to na dłuższą metę niekorzystne i zabrakło mi tego w książce. Natomiast pozostałe propozycje (też wymienione) – jak rozluźnianie mięśni dna miednicy, zadbanie o dietę i stosowanie podnóżka toaletowego to już całkiem dobre pomysły i są warte zastosowania 😉

Diagnostyka endometriozy

Zgadzam się z Sarą, że diagnostyka endometriozy nie jest łatwa. Obecnie za podstawową diagnostykę (przynajmniej w Polsce) uznaje się USG, ewentualnie inne badania obrazowe (i wysłuchanie uważnie pacjentki), ale nie badania inwazyjne jak laparoskopia. Możliwe, że w USA cały czas tak to wygląda, ale dodatkowe rany to zwiększone ryzyko zrostów i pogorszenie dolegliwości pacjentki.

W temacie endometriozy trochę zabrakło mi rozwinięcia – np. wspomnienie o suplementacji kwasami Omega (na co mamy już sporo badań), diecie przeciwzapalnej (bo endometrioza to choroba o podłożu zapalnym) czy ruchu.

Profilaktyczne noszenie pasów odciążających brzuch w ciąży

Zdarza mi się pacjentkom w ciąży zalecić stosowanie pasów odciążających, ale… staw krzyżowo-biodrowy i okolice spojenia łonowego (zwłaszcza przy rozejściu spojenia łonowego). I na to mamy dowody naukowe, że pomaga (i potwierdzenie pacjentek).

Ale z zasady jest to leczenie przejściowe, działa jak plaster, a zawsze dążymy do stabilizacji czynnej, czyli mięśniowej (pas lub orteza to stabilizacja bierna) – niezależnie od tego czy chodzi o kolano czy o brzuch w ciąży. Odciążanie powoduje, że tkanki mięsnie mniej pracują, więc są potencjalnie bardziej narażone na osłabienie.

Ponadto w Polsce popularnym rozwiązaniem (i sama bardzo często je stosuję) jest kinesiology taping – pod aktualny problem z brzuchem dobieramy aplikację, która w przeciwieństwie do pasów wspomaga aktywację mięśni, może też odciążać plecy albo spojenie. Ale wciąż jest to leczenie uzupełniające do ćwiczeń – samodzielnie stosowane (bez ćwiczeń i fizjoterapii) ma średnie efekty.

Dno miednicy Sara Reardon książka

Ochrona krocza

Pęknięcie czy nacięcie krocza

Nacięcie krocza przez lata było wykonywane rutynowo – bez wskazań jako ochronę krocza. Przez to obecnie ma złą sławę, ale nie do końca słusznie.

Autorka jednoznacznie pisze, że pęknięcie jest lepsze. Ja zarówno z gabinetu jak i od mądrzejszych ode mnie powiem – to zależy. Ogólnie jeśli chodzi o szybkość gojenia to małe pęknięcia całkiem ładnie się goją i często dają mniejsze objawy niż blizny po nacięciu. Ale duże pęknięcia już nie.

W ocenie krocza podczs porodu kluczowe są odczucia położnej – to ona ocenia, czy jest ryzyko urazu krocza, ale też czy druga faza porodu nie przeciąga się za bardzo i nie należy naciąć krocza, żeby przyspieszyć poród – zbyt długa druga faza jest niekorzystna zarówno dla mamy (m. in kompresja na n. sromowy) jak i dla dziecka (ryzyko niedotlenienia). A to tylko niektóre z czynników, które trzeba uwzględnić. Jak widać decyzja o nacięciu jest naprawdę złożona i nie można jednoznacznie powiedzieć, że coś jest zawsze lepsze.

Masaż krocza do porodu

Sposób wykonania masażu krocza jest mniej istotny niż fakt jego wykonywania (np. pozycja – proponowana przez Sarę też jest ok, chociaż jak rozmawiam z pacjentkami to widzę, że łatwiej im w pozycji leżenia na boku niż stania) i uważam, że nie powinien towarzyszyć temu ból. 

Dyskomfort tak. Ale nie ból. 

Raz – uważam, że nie daje to wcale lepszych efektów jak boli (ogólnie również podczas fizjoterapii, chociaż to konkretnie moje podejście. Ważne natomiast, żeby to Tobie, jako pacjentce było w miarę komfortowo ;)) a dwa – jak boli to się człowiek napina. A masaż krocza ma rozluźniać tkanki – dlatego łagodne rozciąganie ma, przynajmniej w moim odczuciu, większe szanse zadziałać (plus nie zniechęca pacjentek, czyli – ma większe szanse zadziałać ;))

Zaciskanie zwieraczy

Sara rekomenduje serię ćwiczeń w przypadku nietrzymania stolca (czyli kupy) i gazów. Większość tych ćwiczeń i zaleceń jest w porządku, ale nie mogę przejść obojętnie obok zaciskania zwieracza odbytu. 

Głównie dlatego, że mięśniem kluczowym w przypadku problemów związanych w obniżeniem narządów i nietrzymaniem gazów i stolca jest mięsień dźwigacz odbytu – położony znacznie głębiej i nie aktywizuje się automatycznie ze zwieraczem odbytu. Co więcej nadmierne napięcie zwieracza może prowadzić do problemów z wypróżnianiem i przez to sprzyjać tym wszystkim problemom… 

Dlatego takiego ćwiczenia nie zalecałabym w ciemno. W gabinecie czasami pracujemy na zwieraczu odbytu (ćwiczeniami), ale zawsze jest to poprzedzone badaniem i często ma charakter przejściowy.

Co z tym parciem?

W książce brakuje też jasności co do parcia. Autorka czasem twierdzi, że jest niekorzystne, a czasem je zaleca.

Ja nie zalecam. Możliwe, że jest to błąd tłumaczenia i nie chodzi o parcie, a tzw. pelvic drop, czyli rozluźnienie mięśni dna miednicy, jednak nie takie zwyczajne, a poniżej poziomu spoczynkowego. To trudne do wyjaśnienia, a jest to ważny manewr, chociaż czasem potrzeba nawet kilku wizyt (w przypadku pacjentek ze wzmożonym napięciem) żeby go nauczyć i właśnie nie mylić z parciem.

Bo parcie nie jest korzystne. Ani podczas robienia siku, ani podczas robienia kupy ani w innej sytuacji, wyjątkiem jest poród, kiedy parcie czasem jest koniecznie. Natomiast parcia nie ćwiczymy przed porodem i nie wykorzystujemy na toalecie.

Reszta jest niezła

Kiedy już to wiesz możesz przeczytać tę książkę, bo poza tymi wątpliwościami jest niezła 😉 Nie mogę jej polecić z czystym sumieniem, jeśli nie wiesz tego co wyżej, jak już wiesz – dużo wyniesiesz z jej lektury. Bo dobrze omawia podstawy, przechodzi przez wszystkie etapy życia kobiety (w tym menopauzę), zachęca do słuchania swojego ciała i podaje konkretne ćwiczenia (tylko te bez parcia).

Co do anatomii – jeden obrazek, jest źle opisany (podejrzewam błąd w tłumaczeniu). Sądzę, że dno macicy przetłumaczono jako mięśnie dna miednicy, podczas gdy na grafice tych mięśni wcale nie ma.

macica - budowa z książki Dno miednicy

Tylko pamiętaj – żadna książka nie zastąpi wizyty u fizjoterapeutki w gabinecie. Polecam, warto przynajmniej raz w życiu się przejść (i czasami to wystarczy!) – sprawdzić, czy rzeczywiście napinasz mięśnie dna miednicy czy tylko zwieracze, dopytasz, na co nigdy nie było czasu u ginekologa i na pewno dużo wyniesiesz z takiej wizyty – sama taką przed laty zaliczyłam i było warto 🙂

Źródła:
  1. Pereira FEXG, Medeiros FDC, Rocha HAL, Silva KSD. Effects of omega-6/3 and omega-9/6 nutraceuticals on pain and fertility in peritoneal endometriosis in rats. Acta Cir Bras. 2019 May 6;34(4):e201900405. doi: 10.1590/s0102-865020190040000005. PMID: 31066787; PMCID: PMC6583929.
  2. Osmanlıoğlu Ş, Sanlier N. The relationship between endometriosis and diet. Hum Fertil (Camb). 2023 Jul;26(3):649-664. doi: 10.1080/14647273.2021.1995900. Epub 2021 Oct 27. PMID: 34706611.
  3. Habib N, Buzzaccarini G, Centini G, Moawad GN, Ceccaldi PF, Gitas G, Alkatout I, Gullo G, Terzic S, Sleiman Z. Impact of lifestyle and diet on endometriosis: a fresh look to a busy corner. Prz Menopauzalny. 2022 Jun;21(2):124-132. doi: 10.5114/pm.2022.116437. Epub 2022 May 26. PMID: 36199735; PMCID: PMC9528818.
  4. Pregnancy and pelvic girdle pain: Analysis of pelvic belt on pain; Wiley
    Journal of Clinical Nursing; May 201727(2); DOI:10.1111/jocn.13888
  5. Weingerl, I., Kozinc, Ž. & Šarabon, N. The Effects of Conservative Interventions for treating Diastasis Recti Abdominis in Postpartum Women: a Review with Meta-analysis. SN Compr. Clin. Med. 5, 10 (2023). https://doi.org/10.1007/s42399-022-01353-4

Podobne wpisy